Print Friendly and PDF z cukrem pudrem

środa, 22 lutego 2017

"Kudłacze" Lamingtony (kostki kokosowe)

Te biszkoptowe kosteczki z kokosem podobno można było spotkać w Polsce już w latach 70-tych, w moich okolicach w dzieciństwie nigdy jednak nie miałam z nimi do czynienia, a szkoda, bo zapałałabym do nich wielką miłością :). Lamingtony mają, o dziwo, australijskie pochodzenie, co jest taką sąsiedzko - egzotyczną ciekawostką, bo  zawarte w nich nuty smakowe są bardzo "polskie".
Biszkopt uprościłam i zmodyfikowałam tak, by długo pozostał świeżutki i delikatny :))) Pyyychotki !
Z porcji wyszło mi około 45 sztuk.












biszkopt:
7 jaj
7 łyżek mąki pszennej tortowej (z małymi górkami)
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1,5 łyżki oleju
5 łyżek cukru
szczypta soli
2 łyżki cukru waniliowego

polewa:
1 szklanka śmietany kwaśnej 18% (350 gramów)
4 łyżki ciemnego kakao ( z małymi górkami)
0,5 szklanki cukru
2 łyżki cukru waniliowego
100 gramów masła ewentualnie margaryny

dodatkowo:
około 250 gramów wiórków kokosowych do obtaczania


Białka ubijamy na sztywno z dodatkiem szczypty soli, potem wsypujemy oba cukry, miksujemy przez około 2 minuty na najszybszych obrotach do uzyskania szklistej bezy.




Następnie dodajemy żółtka, mieszamy łyżką do lekkiego połączenia, wsypujemy stopniowo (na 2, 3 razy) mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, mieszamy delikatnie za pomocą trzepaczki rózgowej lub łyżki drewnianej (absolutnie nie używamy miksera!).
Na końcu wlewamy olej i delikatnie mieszamy.





Blachę o wymiarach 25x40 cm wyścielamy papierem do wypieków, wylewamy ciasto, wyrównujemy powierzchnię.




Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, wkładamy biszkopt i pieczemy około 20 minut, do "suchego patyczka" (funkcja grzania góra - dół, bez termoobiegu, na środkowym poziomie).




Ciasto studzimy i dopiero potem delikatnie odrywamy papier.

Biszkopt kroimy w około 5 cm kostkę (polecam to robić za pomocą noża do pieczywa).





Polewa.
Masło lub margarynę rozgrzewamy w rondlu razem z cukrami i kakao, mieszamy do połączenia, potem wlewamy śmietanę i energicznie mieszając podgrzewamy, jednak nie dopuszczamy do zagotowania.





Polewę studzimy do temperatury pokojowej.




Kiedy polewa ostygnie pomagając sobie widelcem lub dwoma zamaczamy każda z kostek w polewie, a potem obtaczamy je w wiórkach.





Odkładamy na tacy do zastygnięcia (najlepiej w chłodne miejsce).

Smacznego !


poniedziałek, 20 lutego 2017

gulasz wołowy z suszonymi grzybami

Przepyszny klasyczny polski obiad, podczas gotowania nieziemski zapach w domu - gwarantowany :))) Porcja na 4 porządnie głodne osoby.
Polecam do nich kaszę lub kluski śląskie (KLIK).








około 800 gramów wołowiny bez kości (łopatka, biodrówka)
2 średnie cebule
0,5 garści suszonych grzybów leśnych (miałam podgrzybki)
4 łyżki mąki pszennej do obtoczenia mięska
2 małe liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
1/3 łyżeczka słodkiej papryki
4 ziarenka jałowca (opcjonalnie, ale polecam)
2 szczypty gałki muszkatałowej
sól, czarny pieprz
2 łyżki kwaśnej gęstej śmietany (opcjonalnie)


Grzyby zalać wrzątkiem, odstawić do ostudzenia.




Mięso umyć, osuszyć, pokroić w średnią kostkę, obtoczyć w mące.




W sporym rondlu usmażyć na złoto cebulę pokrojoną w piórka, przełożyć na talerzyk, tłuszcz zostawić.
Na tym samym tłuszczu przesmażyć na średnim ogniu mięso wraz z osączonymi, pokrojonymi na mniejsze cząstki grzybami, często mieszać, potem dodać cebulę.




Następnie całość zalać wywarem z grzybów, uzupełnić wodą by zakryła lekko mięso, dodać przyprawy (oprócz soli), gotować pod przykryciem na niewielkim ogniu do miękkości mięsa, w razie potrzeby uzupełniając wywar i często mieszając, by mięso nie przywarło do dna.

Kiedy mięso będzie miękkie, posolić (wcześniejsze posolenie mięsa sprawi, że będzie się gotować "wieczność").
Pod koniec finalnie doprawić, ewentualnie zabielić śmietaną.
Podawać z czym kto lubi, u nas kasza jęczmienna i obowiązkowo swojski ogórek kiszony :)
Smacznego !


piątek, 17 lutego 2017

ciasto "Pawełek" z wiśniami

Wilgotne ciacho, lekko alkoholowe, czekoladowe z wiśniami, całość dla przełamania tej "czekoladowości", złagodzona pierzynką z bitej śmietany, brzmi dobrze... a jeszcze lepiej smakuje, zachęcam :)










biszkopt:
6 jaj
1 szklanka cukru
3/4 szklanki mąki pszennej tortowej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżki kakao (z górkami)

nasączenie:
0,5 szklanki kompotu wiśniowego
1/3 szklanki wiśniówki
lub:
0,5 szklanki mocnej, osłodzonej kawy kawy (w temp. pokojowej)
1/3 szklanki wiśniówki lub brandy

krem "pawełkowy":
4 batoniki "Pawełek" o smaku advocata
1/3 szklanki mleka
100 gramów gorzkiej czekolady
3/4 szklanki cukru pudru
300 gramów miękkiego masła 
3 łyżki wiśniówki (45 ml)

krem śmietanowy:
0,6 litra śmietany kremówki 30%
2 płaskie łyżki żelatyny
1/3 szklanki gorącej wody
3 łyżki cukru pudru (z małymi górkami)

dodatkowo:
około 250 - 300 gramów wiśni z kompotu
12 - 16 sztuk wiśni kandyzowanych (opcjonalnie, do dekoracji)
50 gramów startej czekolady (do dekoracji)


Białka ubijamy na sztywno z dodatkiem szczypty soli, wsypujemy cukier, miksujemy na najszybszych obrotach do uzyskania szklistej bezy.
Potem wlewamy żółtka, krótko miksujemy na wolnych obrotach, następnie dodajemy mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i kakao, mieszamy energicznie łyżką lub trzepaczką rózgową do połączenia składników.

Blaszkę o wymiarach 25x35 cm wyścielamy papierem do pieczenia, wylewamy ciasto.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, wkładamy biszkopt, pieczemy około 25 - 30 minut, do "suchego patyczka" (funkcja grzania góra - dół, bez termoobiegu, na środkowym poziomie).




Biszkopt po wystudzeniu, a najlepiej na drugi dzień, kroimy na dwa blaty, możemy zrobić to za pomocą metody nitkowej, o której piszę TUTAJ.




Wiśnie osączamy bardzo dokładnie z kompotu, kompot zostawiamy na poncz.




Składniki ponczu mieszamy ze sobą.




Blaszkę ponownie wyścielamy tym samym papierem, na którym piekł się biszkopt, wkładamy jeden z blatów, nasączamy do obficie ponczem.




Na nasączonym blacie biszkoptowym układamy wiśnie.
UWAGA: Polecam jednak wymieszanie wiśni z kremem, spód ciasta będzie miał mniejszą tendencję do odklejania.




Krem pawełkowy.
W rondlu podgrzewamy połamane na kawałki Pawełki i czekoladę z dodatkiem cukru i mleka, wszystko mieszamy do dokładnego połączenia, ale nie dopuszczamy do zagotowania. Masę studzimy do temperatury pokojowej, co jakiś czas mieszając by nie utworzył się "kożuch".






Miękkie masło ucieramy mikserem na puch, potem stopniowo (na 3 razy) dodajemy masę czekoladową, miksujemy an średnich obrotach do połączenia.




Na końcu wlewamy alkohol i łyżką (!, absolutnie nie mikserem) ucieramy do połączenia.

UWAGA: Użycie miksera sprawi, że masa nam się zwarzy.




Krem wykładamy delikatnie na wiśnie, wyrównujemy powierzchnię, przykrywamy drugim blatem biszkoptowym.
Wierzchni biszkopt nasączamy resztą ponczu.




Ciasto wstawiamy na około 2 godziny do lodówki.

Krem śmietanowy:
Żelatynę dokładnie rozprowadzamy w gorącej wodzie, schładzamy do temp. pokojowej (ma być wciąż płynna).
Porządnie schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno, wsypujemy cukier puder, miksujemy krótko.




Do przestudzonej żelatyny dodajemy 1 łyżkę masy śmietanowej, mieszamy dokładnie, następnie jednym ruchem wlewamy do całości kremu i od razu miksujemy na najszybszych obrotach do połączenia.

Krem wsadzamy na krótką chwilę do lodówki by uzyskał konsystencję gęstego budyniu.
Kiedy to nastąpi śmietankę rozprowadzamy na biszkopcie i wyrównujemy powierzchnię, na przykład za pomocą skrobki cukierniczej.




Ciasto schładzamy w lodówce.
Przed podaniem dekorujemy startą czekoladą i wisienkami kandyzowanymi.


środa, 15 lutego 2017

oponki serowe na drożdżach (hit!)

Te oponki to nasz bezapelacyjny hit tego karnawału, robię je już 3 raz z rzędu, co przyznam, zdarza mi się rzadko. Niezwykle puszyste, delikatne, pyszne, bo połączenie smaku drożdżowca i twarogu to duet doskonały ! Te oponki polecam również tym, którzy obawiają się smażenia tradycyjnych pączków.
Z podanych proporcji wyszło mi 27 sztuk.









3,5 szklanki mąki pszennej tortowej
300 gramów twarogu półtłustego (tylko takiego w kostkach, absolutnie nie z wiaderka!)
1/3 szklanki mleka w temp. ciała
30 gramów drożdży
3 łyżki cukru
2 płaskie łyżki cukru waniliowego
2 jaja
1 żółtko
1 łyżka stopionego, schłodzonego masła lub 1 łyżka oleju
szczypta soli

dodatkowo:
około 0,7 litra oleju do smażenia
cukier puder do posypania



Drożdże rozprowadzamy w mleku z dodatkiem 1 łyżeczki cukru i 1 łyżeczki mąki, odstawiamy w ciepłe miejsce do "ruszenia.
Mąkę przesiewamy z solą i cukrem waniliowym, dodajemy przeciśnięty przez praskę lub zmielony przez maszynkę twaróg.




Jaja i żółtko ubijamy na piankę razem z cukrem kryształem, na najszybszych obrotach miksera.




Do mąki, soli i twarogu dodajemy masę jajeczną, tłuszcz oraz podrośnięty rozczyn, zagniatamy lekko lepkie ciasto (jeśli bardzo mocno się klei możemy podsypać odrobiną mąki, ale bez przesady).




Ciasto wkładamy do posypanej mąką miski, odstawiamy na 2 godziny do minimum podwójnego podrośnięcia.




Po upływie tego czasu ciasto krótko zagniatamy, dzielimy na dwie, trzy części.
Pierwszą z nich wałkujemy na podsypanym mąką blacie na grubość 1 cm, wykrawamy koła, w nich małe kółeczka (spory kubek i zakrętka od wódki), układamy na tacy posypanej mąką (mogą poleżakować około 10 minut, ale nie jest mus).





Smażymy na rozgrzanym oleju, na średnim ogniu, z obu stron, osączamy na ręczniku papierowym.




Na końcu posypujemy cukrem pudrem.
To samo robimy z pozostałą częścią ciasta, do wykończenia.
Smacznego !