Print Friendly and PDF z cukrem pudrem: calzone

wtorek, 2 września 2014

calzone

Pyszna odmiana pizzy...dowolność farszu jest nieograniczona. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że smakował mi bardziej od pizzy, bo wszystkie aromaty nie uciekły w powietrze, a zostały w środku, super sprawa :) Podoba mi się jeszcze to, że w tym przypadku farsz długo trzyma ciepło :)
Porcja na dwa duże pierogi.




ciasto:
300 gramów mąki pszennej ( oczywiście możemy użyć każdej ulubionej)
1,5 łyżeczki drożdży instant ( 1 z małą górką)
0,5 łyżeczki soli
2 łyżki oliwy z oliwek
1 płaska łyżeczka cukru
3/4 szklanki wody ( w temperaturze ciała)

mój farsz:
2 filety z kurczaka ( dość spore, łącznie ważyły ponad 650 gramów)
przyprawa do kurczaka
400 gramów pieczarek
1 duża cebula
1 duży strąk papryki
250 gramów sera żółtego ( optymalnie parmezanu)

dodatkowo:
4 łyżki mleka do posmarowania calzone
przyprawa do pizzy 
około 5 łyżek pikantnego ketchupu lub ulubionego sosu do pizzy

Mąkę przesiać z solą i drożdżami i cukrem, zrobić zagłębienie, wlać oliwę, stopniowo dolewać wodę zagniatając elastyczne ciasto. Kiedy będzie już ładnie odchodzić od ręki, włożyć je do omączonej miski i odstawić do podwojenia objętości ( u mnie około 40 minut).

W tym czasie przygotowujemy sobie farsz. Filety myjemy dokładnie, kroimy w kostkę, obsypujemy przyprawą, podsmażamy na oleju na złoto, schładzamy.
Pieczarki myjemy, kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy na gorący olej, dusimy, kiedy wytracą wilgoć, wrzucamy pokrojoną w piórka cebulę, smażymy wszystko razem ciągle mieszając, do zeszklenia tej ostatniej, następnie lekko solimy, schładzamy.
Paprykę myjemy, pozbawiamy gniazd nasiennych, kroimy w kostkę, podsmażamy do zeszklenia na niewielkiej ilości oleju, odsączamy z tłuszczu i schładzamy.

Ciasto po wyrośnięciu krótko zagniatamy, dzielimy na dwie równe części.
Pierwszą z nich ( drugą w tym czasie możemy wsadzić do lodówki by nadmiernie nam nie urosła) wałkujemy na spory owal o grubości około 3 - 4 mm. Połowę ciasta cienko smarujemy ketchupem lub sosem pomidorowym, posypujemy przyprawą, wykładamy farsz, ja zaczęłam od pieczarek, potem wyłożyłam mięso, następnie paprykę, potem całość dość obficie posypałam mieszanką przypraw do pizzy, przykryłam startym na drobnych oczkach serem.


Oczywiście wszystkie składniki farszu będą stanowiły połowę swojej ilości, bo jeszcze mamy w przygotowaniu drugi pieróg.

Farsz przykrywamy pustym płatem ciasta, zlepiamy boki formując duży pieróg, złączenia możemy jeszcze podociskać widelcem.
Z wielką ostrożnością calzone przenosimy na blachę ( z wyposażenia piekarnika) wyłożoną papierem do pieczenia. W tym momencie możemy ciasto lekko ponakłuwać widelcem u jego nasady, będzie ułatwiało to obieg powietrza w środku pieroga.
Następnie smarujemy mlekiem.


Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni ( czas rozgrzewania się pieca, będzie czasem "napuszania" ciasta) i pieczemy około 30 minut, do zezłocenia.
Tak samo postępujemy z drugą częścią ciasta i farszu. Pałaszujemy, ale uwaga, gorące !







8 komentarzy:

  1. Lubię calzone przede wszystkim dlatego, że do środka można dodać ulubione dodatki. Pycha!

    OdpowiedzUsuń
  2. pysznie Ci wyszło, czasami też robię calzone, jest bardzo smaczne:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjne danie, znam, choć jeszcze nie robiłam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba i u mnie pora w końcu na calzone, Twoje wyszło rewelacyjnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z dziką przyjemnością zrobię rodzince niespodziankę i zaserwuję taaakie pierogi :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię calzone, ale takie z grubszym ciastem :)
    Łukasz http://kuchniaalukasza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Oooh calzone, wspomnienia wracają ;) moje podniebienie raduje się w chwili, gdy widzę, że kuchnia włoska podbija serca Polaków, pozdrawiam (;

    http://cherry-mug.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Tym przepisem przypomniałaś mi włoskie wakacje :) Wspaniale powspominać!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, za zajrzenie na mojego bloga.Mam nadzieję, że znalazłaś/eś to czego szukałeś. Będzie mi miło jeśli pozostawisz komentarz. Pozdrawiam, Ewa :)